czwartek, 8 lutego 2007

Kurka wodna :)

Tak, wiem, że wielu już o tym słyszało lub już to odczuło: wyspiarze mają nad umywalką dwa krany zamiast swojskiego jednego. Być może im tak jest wygodniej. Mi na pewno nie:/


Nad umywalka moze i sa dwa krany i dwa kurki, ale pod prysznicem jest jeszcze weselej: dwa pokretla jedno w drugim:
Za kazdym razem jak biore prysznic najpierw pare minut kombinuje jak ustawic oba pokretla tak, zeby woda byla w miare ciepla. Doszedlem juz do tego, ze czarne musi byc przekrecone na maxa w lewo, a potem zostaje tylko dobrze ustawic to biale wewnetrzne:)

Poza tym, już więcej nie kupię sztućców w Tesco – klej spod metki przyklejonej do metalu schodzi dopiero po kilkakrotnym dłuuugim szorowaniu.

środa, 7 lutego 2007

An International, Innovative and Inclusive University...

... czyli moj University of Paisley:)


Uniwerek poznaje caly czas, gubie sie w korytarzach budynkach ale jakos zalatwiam te formalności. Część papierków sami sobie przenieśli miedzy biurami, część nie, więc trzeba było samemu pobawić się w gońca między administracją, rejestracją i wydziałem. Przez to na poczatku zapomniałem o paru drobiazgach typu plan zajęć:)

Ale wszystko dało się załatwic i bylem juz na paru wykladach. Pierwszy u niezlego luzaka –roztrzepany, podskakuje, przeklina i ma specyficzne poczucie humoru. On udaje, ze zartuje, a my wcale nie udajemy ze nam sie zart podoba:)
Drugi koles z kolei przypomina Mr. Mackey’a z South Parku – prawie wszystkie zdania konczy niesamowitym „m’kay” :)

Mimo wszystko kolesie wygladaja na kompetentnych wiec cos moze z tych zajec wyniose, i nie bede sie nudzil jak inni SGH-owcy co "studiuja" biznes czy ekonomie...

Zeby rozkosznie dopelnic ten post zarzuce misje UoP:

“To be an international, innovative and inclusive University; committed to excellence in teaching, research and knowledge transfer; and to serving the social, cultural and economic needs of the communities of west and south-west Scotland.”


wtorek, 6 lutego 2007

Paisley...

Z grubsza obejrzalem juz sobie miasteczko.
Miasto - w niedziele wygląda na wymarłe - tak jak akademik na co dzień. W tygodniu przynajmniej miasto się ożywia:/ Zrobiłem trochę zdjęć ciekawszych miejsc i ogłoszeń – parę z nich poniżej.

Oto katedra w Paisley (z krzywa wieza), a na drugim planie ratusz.

A tu mamy ciekawy pomnik - Krzyzowiec otoczony czterema bardziej wspolczesnymi brytyjskimi zolnierzami. Wedlug ulotki jaka znalazlem w akademiku, pomnik pokazuje, ze brytyjscy zolnierze w czasie II wojny swiatowej kierowali sie takimi samymi wartosciami i zasadami jak krzyzowcy... no comment...

Ponizej obserwatorium Coats'a - miejscowego Kopernika z XIX wieku

A tutaj dla odmiany pare skromnych miejscowych domostw. Dwa ostatnie sa na sprzedaz - znajdzie sie jakis zainteresowany? :)

A teraz jeszcze kilka fotek z innej beczki.

Na przyklad tu mamy ciekawa akcje spoleczna. W Polsce trzeba pic mleko, by byc wielkim - a w Szkocji zajadac... banany:)




Dziwny zaklad pogrzebowy (ze niby z kim/czym oni wspolpracuja?)



I na koniec - przystanek. Co jest z nim nie tak? (nie chodzi o brak laweczki:))


poniedziałek, 5 lutego 2007

Licznik prądu i lampka do golenia

Na załączonych obrazkach. Jak „ilość” prądu spadnie do zera to ktoś musi wrzucić monetę (₤1). Na razie nie wiem jak często to się zdarza. Ten Chińczyk zza ściany pewnie i tak wszystko wykorzystuje za nas, bo nie gasi światła po sobie w łazience i ubikacji:/
A oto jedyne „normalne” gniazdko w pokoju, nie stwarza problemów z wkładaniem wtyczki :) Zgodnie z regulaminem powinienem do niego podłączać tylko maszynkę do golenia. Tu jednak będę ładował komórkę i akumulatorki do aparatu:)


Pozostałe cztery gniazdka wymagają przystosowania do polskich wtyczek – najpierw wtykam złamany na pół patyczek do uszu do dziurki na uziemienie i to odblokowywuje te normalne dziurki w gniazdku.
Ponoć nie jest to zbyt bezpieczne, ale skoro do tej pory nie wywołałem pożaru…

niedziela, 4 lutego 2007

Pokój i zasady

W moim „mieszkanku” jest 6 pokoi do tego pokój dzienny połączony z kuchnią. Póki co mieszkam tu tylko ja, Chinol za ścianą, i jakis Szkot, ale czekamy na niejakiego Radzia, który pojechał bronić się do Katowic. Polaków ci u nas dostatek…

Reguł życia i współżycia mi tu nie brakuje. W mieszkaniu mamy kilka gaśnic, multum czujników, trzeba zamykać drzwi kuchenne, jeśli coś gotujemy, żeby czujnik korytarzowy nie zareagował:/ Poza tym wszędzie wiszą instrukcje, co robić w czasie pożaru, mamy awaryjne, zawsze otwarte drzwi. Nawet podczas czyszczenia mieszkania trzeba przestrzegać reguł – nie wystarczy, że jest czysto, ma być czysto zgodnie z wytycznymi:

Język i Szkoci na początek

Na ulicy, w pociągu, słysząc Szkotów gadających w swoim narzeczu czuję się jak na Słowacji – język niby podobny, rozumiem słowa, ale nie zdania.
Rzeczywiście, dużo bardziej podkreślają „R” i „szuszlają” – zamiast „s” mówią często „sz”.

Nie wiem kiedy i czy w ogóle nauczę się miejscowego akcentu, slangu. Ponoć Szkoci jakoś nie chcą się integrować z Polakami… a może to nasi nie chcą się integrować z nimi. Zobaczymy jak to pójdzie dalej. Zaskoczył mnie jeden z zapoznanych Polaków – siedzi tu już pół roku a po angielsku mówi gorzej ode mnie:/
Tylko jeden Szkot bardzo sie z nami integruje - Ronnie, ok 120kg, ciec akademikowy, rowny chlop:)

Impreza urodzinowo/ powitalno/ pożegnalno/ sobotnia

Zaczęło się niewinnie. Ledwo co zapoznani ziomale z SGH (Piotrek, Michał, Tomek, Wojtek) zrobili sobie imprezę z okazji urodzin Piotrka. Na początku było drętwo, bo zaproszona parka z Francji (Maxim i Virgine) wymuszała rozmowy po angielsku. Ale potem, wraz z ubywaniem miodowo-cytrynowo-grejfrutowo majonego spirytusu z Polski szło coraz lepiej:)

Przyszli kolejni Francuzi: Thomas, z którym będę pewnie chodził na zajęcia, Olivia, Bernadette, Audrey i „Illusion”. Co do tej ostatniej nie jestem pewien jak to się pisze, ale na pewno ma to znaczyć „iluzja”. Rzadkie imię…

Miejscowi Polacy bardzo się trzymają z tymi Francuzami. Przez całą imprezę uczyliśmy ich szczególnie przydatnych zwrotów typu „ff dupe jesza”. Może w przyszłości im się przyda… Póki co Francuzki uważają, że zdanie „Jestesz pszystojny, sdejmij koszulke”, poparte odpowiednią mową ciała, wystarczy do zdobycia czego tylko zapragną w Polsce:)
Jako ziomki z SGH lepiej się zapoznaliśmy, pojechaliśmy po sekcie i eshapie:), no i ogólnie po uczelni. O dziwo, na imprezie pojawiły się też zazwyczaj onieśmielone dziewczyny z Krakowa z AE… i rzeczywiście jakieś takie dziwne są; spokojne, ułożone…. a w dodatku sprechają po fhrhrhrancuskuuu:/
Przed imprezą odwiedził mnie znajomek – Czarek, były współlokator Krzyśka (niektórym czytającym to coś mówi…). Czarek nadal nie gustuje w alkoholu – Balsamu Kresowego również nie trawi, ale pod względem imprezowym wyrobił się chłopak:)

W ogóle fajnie jest robić imprezę na początku lutego przy otwartym na oścież oknie, by korzystać ze świeżego i dość ciepłego powietrza. Oby taka pogoda utrzymała się jak najdłużej!

Aha, na imprezie obchodzilismy: urodziny Piotrka, pozegnanie Bernadette, powitanie Szymka no i sobote:)
Zdjęć nie robiliśmy, żeby nie było żadnych dowodów:)

sobota, 3 lutego 2007

Life vest is under your seat...

… czyli dzień pierwszy mojego pobytu w krainie jezior, gór, Szkotów i Polaków.

Lot był nawet przyjemny, nie mieliśmy wielu turbulencji, nawet nie pachniało w samolocie czosnkiem, cebulą i kiełbasą – co ponoć jest polskim wkładem w wizerunek linii wizzair… tylko że przed startem zabrali mi mój scyzoryyyyk! Zapomniałem, że na pokład takich rzeczy się nie wnosi.

W Paisley ludzie nadal nie mogą uwierzyć, że pogoda jest tak dobra, lepsza niż w Warszawie. No i każdy mi gratuluje wyboru semestru, bo zauważyli, że od początku stycznia prawie nie pada. Żeby tylko tak było dalej…
Z opowieści już wiem, że semestr zimowy w Szkocji to katorga, człowiek budzi się i przez te gęste chmury nie wie czy to noc czy dzień.

O Szkocji...

Beautiful, glorious Scotland, has spoilt me for every other country!
Mary Todd Lincoln (1818 - 1882)

Seeing Scotland (...) is only seeing a worse England.
Samuel Johnson (1709 - 1784)

The "second sight" possessed by the Highlanders in Scotland is actually a foreknowledge of future events. I believe they possess this gift because they don't wear trousers.
G. C. Lichtenberg (1742 - 1799)

You know, Scotland has its own martial arts. Yeah, it's called F-You. It's mostly just head butting and then kicking people when they're on the ground.
"So I Married An Axe Murderer" (1993)